Menu

Wiśnia ogląda tureckie seriale. I nie tylko...

Mocno niepoważne "recenzje" tureckich telenowel. Dla wszystkich tych, co chcieliby wiedzieć, o co w nich chodzi, bez konieczności oglądania. Robię to za was, nie ma za co. Uwaga! Cały ten blog to jeden wielki spoiler, ale wy przecież i tak tego nie oglądacie. No chyba, że jednak.

Dwa Słowa #2

wisniesia

Mój stały czytelnik zaproponował mi wczoraj tytuł Kiraz Kokusu dla tego serialu. To jest genialny tytuł, który zachowam sobie na inną okazję, bo wkrótce bardzo mi się przyda, jak będę omawiać pewien serial i ten tytuł dopełni mój chytry prześmiewczy plan. Ale lepsze będzie coś z tym aşk

A tak w ogóle, to macie już jakieś wyobrażenia, jak to dalej poprowadzę? :) 

CZĘŚĆ 2.

Próby napisania dobrego scenariusza plus odświeżanie zmurszałego wizerunku nieuchronnie starzejącego się playboya. Słowa ukryte: słodko pierdzący, kaczka, lazania, autostrada, burak cukrowy, roszpunka, Tekla

Havva jest zszokowana tym, że Mert ją rozpoznał. Kobieta opowiada o tym, jak na pierwszym roku studiów wysłała swoją grafomanię na konkurs literacki i wygrała publikację swojej powieści. Książka odniosła umiarkowany sukces wydawniczy, jak to bywa w przypadku książek debiutujących grafomanów bez znajomości, niemniej jednak rozmiar sprzedaży i tak zaskoczył Havvę. Potem próbowała pociągnąć dalej swoją pisarską karierę, ale żadnego pomysłu nie umiała rozwinąć do końca. Wtedy poczuła, że nie chce tworzyć papierowych postaci, ale wolałaby od razu widzieć je jako prawdziwych ludzi, dlatego też poszła na kurs scenopisarski i podjęła próby zostania drugą Meriç Acemi. Niestety do tej pory nie wyszło. 

Havva ma zamiar pokazać Mertowi drogę do drzwi, gdy ten uparcie zaczyna zalewać ją dyrdymałami o przeznaczeniu. Na to ona, że nie może już znieść jego niekończącego się pierdolamento i w ogóle, czy ty zawsze jesteś taki słodko pierdzący?

Ostatecznie podają sobie ręce i podejmują wyzwanie. Havva ma jednak warunek, Mert ma zacząć pracować nad swoim wizerunkiem zapomnianego gwiazdora, bo w przeciwnym razie nic z tego nie będzie, nikt nie będzie chciał właśnie jego w roli głównej. Zaczyna się więc kolejny kuriozalny wątek, polegający na zmianie Merta w przykładnego dojrzałego mężczyznę i doświadczonego aktora, który jeszcze nie wyniósł warsztatu na strych. 

W ten sposób widzimy, jak zwykła szara mysz, o której nie wiemy właściwie nic, czym się zajmuje i skąd ma hajs, zostaje specjalistką od zmiany image'u. No ale nieważne, widzowie seriali nie muszą wszystkiego wiedzieć.

Każdego dnia Mert i Havva spędzają czas na wspólnym obmyślaniu szczegółów ich "superprodukcji", a także na medialnym powrocie Merta. Dowiadujemy się, że po zdobyciu nagrody Złotego Motyla wyjechał do Stanów i udawał światową karierę, która niestety nie wyszła, i że zamiast grać wielkie role w Hollywood, tak naprawdę grał nieboszczyków w CSI. 

Najwyższa pora na porcję gagów. Nie mówiłam wam tego wcześniej, ale to jest serial komediowy.

Gag nr jeden: żart polegający na lekkim ośmieszeniu potencjalnej konkurencji Merta. Havva kładzie Mertowi przed nosem trzy zdjęcia aktorów u szczytu popularności. Pierwszy zostaje przez nią określony aktorem jednej miny, który od dziesięciu lat gra w różnych serialach, ale ciągle tę samą postać. Drugi to rozchwytywany przez kobiety gbur, zaś trzeci od trzech lat regularnie tylko ociera się o Złotego Motyla, choć przoduje w rankingach popularności (wszelkie podobieństwa do prawdziwych aktorów są całkowicie przypadkowe). Zadaniem Merta jest pokonanie młodszych koleżków, poprzez działalność pozytywnie wpływającą na dobry wizerunek medialny. Od tej pory żadnych romansów, ani plotek. Tylko działalność charytatywna, prowadzenie kółka teatralnego dla dzieci z biednej dzielnicy i dokarmianie bezdomnych kotków. 

Gag nr dwa: Havva przychodzi do mieszkania Merta, gdy ten po raz kolejny ogląda powtórkę serialu, który lata temu przyniósł mu sławę i nagrodę. Havva mówi, że nie wierzy, iż Mert wciąż to ogląda. Kobieta dodaje, że nie wie, kogo z jury musiał wtedy przelecieć, żeby dostać nagrodę za tę właśnie rolę. Mert się obrusza, bo Havva uraziła jego ego, ale daje się ugłaskać tym, że według Havvy nagrodę powinien dostać za wcześniejszą rolę. Na koniec mówi mu, żeby już przestał robić minę jak pajęczyca Tekla i może poszliby na jakiś konkretny obiad. 

Teraz wchodzi blok romantyczny. Havva i Mert idą na obiad do znanej restauracji dla bufonów z klasy wyższej i kosztują tam dań typu pieczona kaczka po staropolsku (bo niby dlaczego nie?), sałatka z buraka cukrowego i roszpunki, czy lazania, której jakiś wybitny, acz niedoceniony wierszokleta nadał nazwę "autostrada do Włoch przez Piekło". Nadarza się rewelacyjna okazja do kilkuminutowego patrzenia sobie w oczy, oczywiście w slow motion. Dajmy na to, że Havva tak żywo gestykuluje, gdy opowiada o swoich pomysłach, że upuszcza widelec na podłogę i obydwoje z Mertem próbują go podnieść. Wtedy zderzają się czołami (to takie çok romantik), potem wpatrują się w siebie, póki nie podchodzi kelner zaniepokojony faktem, że w poważnej restauracji ktoś siedzi pod stołem. 

Przełomowym momentem jest chwila, gdy Mert dostaje propozycję pracy z dzieciakami z podstawówki, które chcą wystawić szkolny teatrzyk. Bo tak się przypadkiem składa, że jego dawny kolega jest teraz nauczycielem, no i jak już się niespodziewanie spotkali w kolejce po sojowe latte, to dogadali się w sprawie dzieciaków. Chociaż w sumie nie mogli się spotkać w kolejce po sojowe latte, bo nauczycieli nie stać na sojowe latte. No to spotkali się gdzieś indziej. W każdym razie Havva jest zachwycona, bo to pozytywnie wpłynie na wizerunek Merta. Kobieta jest też już w połowie scenariusza, który pod wpływem rozwijającej się znajomości z aktorem nabiera rumieńców. 

CDN.

© Wiśnia ogląda tureckie seriale. I nie tylko...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci