Menu

Wiśnia ogląda tureckie seriale. I nie tylko...

Mocno niepoważne "recenzje" tureckich seriali. Dla wszystkich tych, którzy chcieliby wiedzieć, o co w nich chodzi, bez konieczności oglądania. Ale też dla tych, którzy tak jak Wiśnia nałogowo je oglądają, a potem potrzebują odreagowania. Przestrzegam przed ogromną porcją sarkazmu. Tutaj nie ma miejsca na litość dla fikcyjnych bohaterów. Ale miłości ociupinka też się czasem znajdzie.

Wiśnia pisze telenowelę. Dwa Słowa #1

wisniesia

Od dziś, przez cztery kolejne dni, będzie tu coś tylko dla ludzi o mocnych nerwach oraz niebywałej tolerancji na głupoty. Dlatego ci z was, którzy przychodzą tu poczytać o konkretnym serialu, albo w poszukiwaniu ciekawostek ze świata tureckich seriali, mogą spokojnie wyjść z tej strony. Zapraszam was na omówienie pierwszych dziesięciu odcinków Poyraz Karayel, które będzie jakoś po dwudziestym lipca. Wtedy wpadnijcie. A reszcie polecam pozostanie tu, mam nadzieję, że będziecie się bawić przynajmniej w 1/4 tak dobrze, jak ja w momencie pisania. Ale o co w ogóle chodzi?

Otóż ubzdurałam sobie jakiś czas temu, że sama wymyślę turecki serial. Tutaj muszę wspomnieć, że honorowy patronat nad tym przedsięwzięciem obejmuje Ayşegül Dinç, która też nie ogarniała pracy scenarzysty, a mimo to próbowała wymyślać niestworzone historie. Jak ona mogła, to ja też. Druga sprawa, że obserwuję na różnych blogach, jak ich twórcy także podejmują próby napisania czegoś według własnego pomysłu, więc czuję się rozgrzeszona. Nie wspominając już o paru pisarzach, którym się wydaje, że jak sami przeczytali kilka książek, to mogą już napisać swoją. Ostrzegam, że za parę lat mogę dołączyć do tego grona.

Obejrzałam mnóstwo seriali i postanowiłam zabawić się w wymyślenie swojego. Przygotujcie się zatem na potężną dawkę banału, absurdalnych wątków, których niedorzeczność wynika z mojej nieznajomości środowiska, w którym osadziłam swoich bohaterów (wielu prawdziwym scenarzystom też to nie przeszkadza), gagów, przekomarzań i takich tam innych. Tytuł jest wieloznaczny i dowolnie możecie go interpretować. Od siebie dodam, że nawiązuje on do zadania, jakie niedawno wyznaczyłam wam na fejsie, jakim było podanie przez was dwóch słów, które zebrałam i wplotłam w moje pierdolamento. Jadę tylko z głównym wątkiem, bo po prostu nie chciało mi się wymyślać jeszcze postaci drugoplanowych. Wymyślcie ich sobie sami. Wasza wyobraźnia w ogóle jest bardzo ważna, bo musicie sami wybrać obsadę, którą zamierzacie oglądać w głowie. 

No to zaczynamy! Leci czołówka, a my lecimy z tematem. Napiszcie potem, jak wielki to paździerz. 

Skrócone do granic możliwości dramatis personae

Mert Bela - podchodzący pod czterdziestkę były gwiazdor telenowel, o którym cały świat (a w szczególności kobiety) dawno już zapomniał, pragnie odzyskać dawną sławę

Havva Yıldız - była pisarka, która postanowiła pisać scenariusze do telewizji, ale nikt nie chce ich kręcić

CZĘŚĆ 1. 

Główni bohaterowie poznają się i następuje zawiązanie wątku. Słowa ukryte: whisky, butelka, żółw, ucho, gatki.

W pewnej mało znanej knajpie, przy barze siedzi jakiś smutny facet i popija whisky. Stale rozgląda się po sali, jakby kogoś szukał wzrokiem, albo usiłował zachęcić do podejścia którąś z młodych dam, rechoczących przy stoliku pod oknem, ale nikt nie zwraca na niego uwagi. Wtedy przy barze siada młode czupiradło i zaczyna rozmawiać z barmanem, którego najwyraźniej zna. Opróżniwszy butelkę ciemnego piwa, kobieta zaczyna przypatrywać się człowiekowi na drugim końcu baru. Myśli sobie to on, czy nie on? W końcu wstaje, bierze drugą butelkę piwa i podchodzi do tamtego faceta. To znaczy ta czynność na ekranie będzie trwać z piętnaście minut, zanim już wymienią te spojrzenia: ona na niego z wątpliwościami, on na nią z politowaniem. Ale powiedzmy, że ona wreszcie do niego podchodzi i prosto z mostu rzuca, że go zna, a on na to od razu się prostuje, poprawia kołnierzyk koszuli i już błysk w oku zapalony, ale chwilę potem uzmysławia sobie, że z tego raczej seksu nie będzie.

Tak czy inaczej, Mert i Havva wdają się w dyskusję o niedogodnościach życia na bocznym torze. Mert żali się, że nie gra już nawet ogonów w najtańszych produkcjach, nie wspominając o zainteresowaniu kobiet, które zdecydowanie zmalało. Jego bóldupczenie nie ma końca, ale przerywa je śmiech Havvy. Na pytanie o to, co ją tak rozśmieszyło, kobieta odpowiada, że Mert przypomina jej takiego żółwia ze szkolnego terrarium, który przez wiele lat był atrakcją sali biologicznej, a po tym jak postawiono obok terrarium z kameleonem, żółwia nikt nie chciał oglądać i umarł. Słysząc tę anegdotkę, Mert też zaczyna się śmiać, a potem daje się wyżalić Havvie. Ona narzeka, że kolejny jej scenariusz został odrzucony przez wytwórnię. Mert pyta dlaczego, a ona na to, że po prostu był gówniany. Ale Havva się nie poddaje i przysięga sobie, że jeszcze kiedyś wymyśli taką petardę, że wszyscy w kraju będą chcieli oglądać. 

W tym czasie do lokalu wchodzi zgrabna, ponętna kobitka i na swoich obcasikach tupta tup tup tup pod bar. Tam jej oczy napotykają wygłodniały wzrok byłego aktora. Rozkojarzony Mert kończy gadkę z Havvą, która zresztą właśnie ma zamiar wychodzić. Nasi protagoniści rozchodzą się każde w innym kierunku.

Nazajutrz Mert budzi się obok kobiety, której imienia nie pamięta. Ale jedyne o czym myśli, to Havva i jej plany podboju telewizji, pod które chętnie by się podpiął. Mężczyzna postanawia odnaleźć "koleżankę", ale nie wie jak to zrobić, bo zna jedynie jej imię. W trakcie jego rozważań, leżąca obok niewiasta budzi się i szepcze mu coś na ucho, ale gdy Mert spogląda w twarz ślicznotki, która jeszcze wczoraj (i w lichym świetle) wydawała mu się prawdziwą pięknością, mężczyzna czym prędzej zakłada gatki i dosłownie ucieka. 

Wieczorem Mert idzie do tego samego lokalu, mając nadzieję, że i dziś spotka tam Havvę, i tym razem będzie słuchać jej uważniej. Niestety kobieta nie przychodzi (na pewno nie jest takim żałosnym alkoholikiem jak ty - myśli sobie Mert). Mężczyźnie przypomina się, że Havva rozmawiała z barmanem, więc on na pewno ją zna. Szczęśliwym trafem udaje się - barman zna Havvę i zapisuje Mertowi jej adres. 

Iść do kogoś w środku nocy to lekki nietakt, także Mert wybiera się do Havvy następnego dnia. Zaskoczona kobieta wpuszcza go do środka, ale nie pyta go, po co przyszedł, tylko jak udała mu się randka tamtego wieczora. On jej odpowiada, że wylądowali z cizią w jej mieszkaniu, ale ona nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że właśnie przespała się ze "słynnym aktorem". Havva na to, że słynny to on może był, ale dwanaście lat temu. Nasi bohaterowie zaczynają się teraz przekomarzać (przekomarzanie jako element obowiązkowy, schodzi na to jakieś dziesięć minut). Potem jednak udaje im się dobrnąć do meritum wizyty Merta. Otóż mężczyzna wymyślił sobie, że wspólnie mogliby wymyślić i napisać scenariusz serialu, który jej pozwoliłby wreszcie zabłysnąć, a jemu powrócić na ekrany w blasku zajebistości. 

Havva zaczyna się śmiać. Ale wymyślił, dwoje nieudaczników będzie robić razem hit do telewizji (tutaj rozpoczyna się nieprawdopodobny wątek główny). Mert zaczyna przekonywać ją, że wspólnie są w stanie wiele zdziałać. Kobieta waha się, czy podoła, bo po kilku nieudanych próbach zwątpiła w to, czy w ogóle powinna brać się za pisanie. Teraz następuje zaskoczenie widza - Mert zna Havvę już od kilku lat, a ściślej rzecz ujmując, zna jej twórczość, ponieważ przeczytał kiedyś książkę jej autorstwa, a skojarzył sobie ten fakt dopiero, gdy barman napisał mu na kartce jej nazwisko. Potem, gdy wrócił do domu zobaczył na półce powieść napisaną przez niejaką Havvę Yıldız, a zobaczywszy na odwrocie zdjęcie autorki, od razu rozpoznał w niej swoją nową znajomą (teraz wchodzi motyw przeznaczenia). 

Ciąg dalszy nastąpi...

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [buka] *.computerservice.hru.pl

    Za tytuł proponuję "Kiraz Kokusu", chociaż obowiązkowo powinno być Ask. No i po każdej części robimy badanie czytalności.

© Wiśnia ogląda tureckie seriale. I nie tylko...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci